Nie było tak, jak piszą poeci
Nie widziałem uśmiechu, co w przestworza leci
Nie słyszałem słów „Kochane dzieci…”
Raczej rybkę na brzegu życia, co wypadła z sieci

Ciężka to praca
Gdy się do ziemi wraca

Inny rodzaj samości
Każdy w swojej bezsilności
Ani złości
Ani radości
Dużo miłości

Więc to już…
Lecz ciągle jesteś tuż, tuż
Mój osobisty Anioł Stróż

Nie każdy będzie tak samo
Dziękuję za ostatnią lekcję
Żegnaj, czy do zobaczenia Mamo?

Paris Paris

Błądząc po dachach w moim Paryżu
Znalazłem tropy Franciszka z Asyżu
Niewiarygodne, jak święty taki
W miejscach tak zwykłych zostawiał znaki

Z głową w Paryżu w nicość się nurzę
Kogo ja widzę! Mój Epikurze!
Niesamowite, jak świtem bladym
Wyraźnie czuję tu Twoje ślady

Paryż rozluźnił mózg mój i ciało
Gdyby ktoś spytał co mi to dało
To nie odpowiem, trochę się śmieję
ciągle się zmieniam, więc nie istnieję

Miłość…

… nie ogranicza się do fizycznej powłoki ukochanej osoby. Prawdziwą głębię odnajduje się dopiero wnikając w jej duchowe jestestwo, jej wewnętrzne ja. Wówczas to, czy osoba ta jest przy nas obecna, czy nie, czy żyje, czy jest martwa przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie

Człowiek w poszukiwaniu sensu – Viktor E. Frankl

koła ratunkowe

Co mi pomogło w trudnym czasie, w dole psychicznym:
– puszczenie emocji, płacz
– współczucie i wewnętrzne przytulenie samego siebie
– świadomość, że decyzje osób mających wpływ na tą sytuację zapewne były pozytywnie zamierzone i najlepsze z ich punktu widzenia
– intensywny ruch – ćwiczenia fizyczne aż emocje spłynęły razem z potem
– uważność na myśli i odczucia w ciele
– i w końcu zrozumienie tego, że życie jest za krótkie aby traktować je zbyt poważnie