palec grzebalec

Rośnie mi głowie palec – grzebalec
skierowany w dół
czasem naciska serce jak walec
czasem brzuch rozgrzebuje na pół

Lepiej nie grzebać – ostrzega mnie ciotka
jeszcze w coś wdepniesz
pchając łapy do środka

I tak to przecież w sobie mam
chcę poznać co
granice ram
emocji dno

Wchodzi mi palec ręka ramię głowa
końca brak
cały się w sobie chowam
zostaję tak

Miała kobita racje
wchodzenie do wewnątrz zapewnia atrakcje
lecz bać się nie ma czego
bo strach to nie ja a moje ego

kreski

Jak mnie widzą tak mnie piszą
szkiełkiem i okiem
Palcem na piasku przed burzą
ciszą
i słowotokiem

Co dzień od nowa
z ziarenek uczuć rodzą się słowa
na sercu kreski
czasem niezrozumiałe
piękne jak freski
albo nietrwałe

wiatru oddechy
słońca uśmiechy
zacierają rysy
i znaczeń kryzysy