już wiem

nie warto zaciskać dłoni
chwytać, gonić
lepiej rozluźnić
czas się nie spóźni
być gdy płynie

na granicy światów
załamania, złudzenia
każdy inaczej oddycha

chwila cicha
wszystko się zmienia
nic się nie zmienia

głowa pusta
chwilę muskam

Kwiat

Gdy idąc przez świat
napotkasz kwiat
zatrzymaj się na chwilę

Nawet nie dotykaj
bo kwiat wtedy znika
nie wiesz na ile

Podziwiaj zapachy
wyrażaj ochy i achy
patrz jak pięknieje

Daj mu żyć w naturze
w słońcu deszczu chmurze
wtedy się śmieje

nie ma zakończenia
bo pogoda ciągle się zmienia
i nie wiem czy wskutek jakiegoś huraganu
nie będzie w wierszu bałaganu

tylko czemu temat kwiatu drążę
jak florysta albo Mały Książę?





słoń

Był sobie raz słoń
zafascynowany
składem porcelany
Stary jak koń

Domyślić się można
skład
notował wiele strat
z porcelaną trzeba z ostrożna

Mimo najlepszych intencji zwierza
filiżanki
zmieniał w odłamki
ciągle w to niedowierzał

Więc by nie niszczyć piękna które znika
wymyślił
że to wszystko wyśnił
a snów się nie tyka

Patrzy więc na skład z daleka
ciekawy
lecz nieświadomy podstawowej sprawy
że porcelana nie dla słonia jest, a dla człowieka

ściana

stoję z nosem przy ścianie
chcę osiągnąć poznanie
każde zrozumienie
w cenie
słyszę…
milczenie

stoję z nosem przy ścianie
otworzysz się gdy wypowiem magiczne zdanie?
na wzór Sezama
słyszę…
Adama

stoję z nosem przy ścianie
czy mam napisać podanie?
kiedy ma kolej?
co proszę?!
olej?!!!
czy do głowy?

stoję z nosem przy ścianie
baranie!!!
nie boli cię głowa
od tłuczenia
codziennie od nowa?!
jak Jurand ze Spychowa!

Czytaj dalej ściana

szybka

widzę siebie za szybką
choć nie jestem złotą rybką
bezgłośnie poruszają się usta
pstryk – i szybka pusta

jestem tu sam
a moja dusza wyje daleko tam
ciągle narasta ten dźwięk
brzdęk!!!

przez stłuczone szkło
och, szybko
wypływa ocean łez
bez
słów
znów
zalewa mi oczy
chcę TO nie chcę
(nie) widzę co się toczy

Nie szybko!
Nie wolno!

… … … … … …
… … … … … …

Cisza jak ta..
Och, znów Nowy Rok
znów więcej dnia
o barani skok


(tym)czasowa praktyka względności

Względny jest ten czas
gdzie jeszcze wciąż
mieści się tyle z nas
I względne jest TO
jak ten sam świat
inaczej widzi każdy człowiek

Względny jest ten czas
czas trwania spraw
chociaż świat tak samo kręci się
A jednak często wysoko w przestworzach
przyspiesza tak
I zwalnia gdy twarda ziemia jest mym łożem

I gdzieś głęboko w sercu mi się łudzi
choć trudno wierzyć w TO
że ten czas
nie skończy nigdy się
Nie! Nie! Nie! Nie!
Nawet gdy świat
iluzji świat
zniknie w mojej głowie

podłoga

Bliskie spotkania z podłogą
nauczyły mnie mnogo

Gdybym wiedział że upadnę
to bym się położył
Lecz nigdy nie zgadnę
jaka się historia stworzy

I całe szczęście!

Wdzięcznym za te niespodzianki
na podłodze
dowiedziałem się najwięcej
ciągle w drodze
już nie prędzej

Zdejmuję drzwi – czuję Przestrzeń
wyraźnie

fizyka duszy

schodzę po schodach Kelvina
coraz niżej…
i niżej…

zbliżam się do zera
coraz bliżej…
i bliżej…

Mimo to faluję jak Schrödinger śpiewa
Odnaleźć się nie mogę, bo Heisenberg nie da
Wysyłam energię tak jak Plancka kwanty
Lecz każda cząstka spotka drugą – anty

Nigdy się nie zatrzymam, choćbym bardzo chciał
Fluktuacje próżni, promieniowanie tła
Jestem gdzieś w pobliżu, lecz nikt nie wie gdzie

W zwiniętym wymiarze
W równoległym świecie
Albo w czarnej dziurze
Na pewno nie w biurze

Neutrina

Rzeczywistości neutrina
przelatują przeze mnie jak przez sito
Czy to moja wina?
Lotto mi to

Mnóstwo powagi
spraw wielkiej wagi
słowa: Odwagi!
A król jest nagi..

Nawet gdy piszę
Wdychając ciszę
Słów nie rozumiem
Pojąć nie umiem

Wszystko waży tyle co piórko
Nawet to biurko
prawie nic

Wdycham i wydycham
Prawie że znikam
Same neutrina
Tak, to moja wina

Bo siedzę bez czasu
nie myślę wśród hałasu
pusty jak rzeszoto

Tak się dzieje oto
Tak już miało wielu
Zaniechali podróży – dotarli do celu