wieczorem

Gdy będę kończyć życie
przecież to fakt
wyżyty należycie
niczym plik akt
lekko zniszczony
będę zadowolony

Już teraz to wiem
wieczorem
z kominkiem
z kocykiem
z humorem
w milczeniu
czując bliskość w płomieniu

Choć mógłbym pisać
bez końca
kartka się kurczy
z gorąca
znika wraz ze mną
cała treść

Do zoba

cześć

palec grzebalec

Rośnie mi głowie palec – grzebalec
skierowany w dół
czasem naciska serce jak walec
czasem brzuch rozgrzebuje na pół

Lepiej nie grzebać – ostrzega mnie ciotka
jeszcze w coś wdepniesz
pchając łapy do środka

I tak to przecież w sobie mam
chcę poznać co
granice ram
emocji dno

Wchodzi mi palec ręka ramię głowa
końca brak
cały się w sobie chowam
zostaję tak

Miała kobita racje
wchodzenie do wewnątrz zapewnia atrakcje
lecz bać się nie ma czego
bo strach to nie ja a moje ego