Bajka

Pewnego dnia w nocy w Pszczewie urodził się mały piesek. Miał na imię Gutek. Przyszedł wujek Marian i zobaczył małego pieska, który nie miał domu i przygarnął go do siebie. Gutek bardzo się ucieszył. Poszli razem do lasu przygotować dla Gutka dom. Ścieli kilka drzew, zrobili z nich deski, a z desek budę, którą Gutek pomalował własnym ogonem. Tak bardzo się cieszył! Miał swój dom! Wchodził do niego i wychodził ciągle…

Wujek Marian powiedział: Gutku, będziesz pilnował naszej posiadłości – i Gutek wziął to sobie mocno do serca. Siedział, pilnował, szczekał na wszystkich, nawet gryzł jak było trzeba!

Pewnego dnia w nocy przyszli złodzieje. Skradali się najciszej jak tylko mogli. Gutek spojrzał na nich jednym okiem, poczekał cichutko aż podejdą bliżej i… rzucił się na nich z całą siłą!!! Złodzieje uciekali aż im buty latały dookoła uszów! Wujek Marian był bardzo zadowolony. Poszedł do zamrażarki, wyciągnął wielką kość i dał Gutkowi jako nagrodę za skuteczną ochronę. Gutek zabrał kość do swojej budy i gryzł ją, gryzł aż usnął…

Bohaterowie odeszli, dzieci urosły, bajka zostaje w sercu…

(roz)mowa

Kiedy podniosłem głowę, nasze oczy spotkały się

– Cześć – powiedziałem – miło Cię znowu widzieć
uśmiech
– Wiesz co,  jak się tak uśmiechasz – zniżyłem głos – zastanawiam się często, o czym tak naprawdę myślisz, co jest tak głęboko, na dnie w Twoim sercu
– głowa przechyliła się lekko na bok, powieki lekko przykryły oczy
– … bo mam wrażenie – kontynuowałem – że ja Cię jeszcze do końca nie znam
źrenice rozszerzyły się,  powieki przestały mrugać
– Tyle lat, a ja dowiaduję się ciągle o Tobie nowych rzeczy, nie przestajesz mnie zaskakiwać. I to nie zawsze pozytywnie! – dodałem z przekąsem
oczy zamieniły się w szparki, zobaczyłem wyszczerzone zęby
– I co się tak kiełczysz? – warknąłem – ale przynajmniej nie ma nudy – skwitowałem pojednawczo
twarz uspokoiła się, rysy zmiękły
– I co ja mam z Tobą zrobić? – zapytałem retorycznie – nie ma wyjścia… potrzebujemy się dogadywać, akceptować to, co się zmienia, próbować zrozumieć, darzyć uczuciem, trzymać się razem – bo rozstać możemy się tylko raz, nie będzie powrotu…

Przerwałem, bo do łazienki niepostrzeżenie weszła żona

– Co tak się gapisz w to lustro? – zapytała podejrzliwie – Narcyz jakiś jesteś czy co?

Odwróciłem głowę z uśmiechem, nasze oczy spotkały się

– Wiesz co, jak się tak uśmiechasz – powiedziała nagle – zastanawiam się często, o czym tak naprawdę myślisz…