palec grzebalec

Rośnie mi głowie palec – grzebalec
skierowany w dół
czasem naciska serce jak walec
czasem brzuch rozgrzebuje na pół

Lepiej nie grzebać – ostrzega mnie ciotka
jeszcze w coś wdepniesz
pchając łapy do środka

I tak to przecież w sobie mam
chcę poznać co
granice ram
emocji dno

Wchodzi mi palec ręka ramię głowa
końca brak
cały się w sobie chowam
zostaję tak

Miała kobita racje
wchodzenie do wewnątrz zapewnia atrakcje
lecz bać się nie ma czego
bo strach to nie ja a moje ego

Kintsugi

Zdarzają się rzeczy, które nie czynią nas silniejszymi, nawet jeśli przeżyjemy. Chcemy wierzyć, że czas nas uleczy sam z siebie. Ale czas nie jest lekarstwem, jeśli pozostajemy bierni. Wtedy po prostu upływa, obojętny.

Kintsugi pokazuje nam, jak objąć nasze uszczerbki, pęknięcia i rysy. Nasze rany. Słabość i ułomność. Naszą kruchość i przemijalność. Jeśli się postaramy, możemy stworzyć nową całość z rozbitych części i łączących je blizn. Blizny po bólu, cierpieniu spowodowanym utratą, doznanych upokorzeniach są widoczne. Takie pozostaną. Do końca. Nie ukrywamy ich w poszukiwaniu sztucznej doskonałości.

Niedoskonałość i przemijanie to część tego kim jesteśmy. Część naszej podróży. I to właśnie jest piękne.

Purezento ~ Joanna Bator

zwolnij

– przy dużej szybkości nagłe zatrzymanie powoduje przewracanie

– ach! a tyle radości z dużej prędkości

– narażam na połamanie kości

– i tak od pierwszego razu, ciągle więcej gazu

– a jak zwolnię kochanie, to nic się nie stanie?

– może zaśniemy, we śnie zginiemy?

– ….

– nie przejmuj się myśli tłumem, zawsze możesz złapać gumę . . .

kreski

Jak mnie widzą tak mnie piszą
szkiełkiem i okiem
Palcem na piasku przed burzą
ciszą
i słowotokiem

Co dzień od nowa
z ziarenek uczuć rodzą się słowa
na sercu kreski
czasem niezrozumiałe
piękne jak freski
albo nietrwałe

wiatru oddechy
słońca uśmiechy
zacierają rysy
i znaczeń kryzysy