sen na

sen mi się śni
niezależnie od nocy
i dni
a myślałem żem przebudzony

wezmę więc kocyk
albo prześcieradło
nakryję ducha
gdyby lunatykujące ciało spadło

patrz
słuchaj
i wiedz – to wszystko mary
śnię ten sen
czasem świadomie
chwilowe zen
w mojej komie

święto flagi

Dziś o świcie
przypłynęło do mnie morze
szumiąc niezbyt skrycie
pomyślałem
a może
złudzenia tylko tworzę?
Przecież spałem!
Zgiń! Przepadnij nocna maro!
O boże!
Naprawdę wokół mokro i szaro!
A ja sam w łupince świadomości
co przecieka…
Nie ma gdzie uciekać

Poddaję się rzeczywistości
nie jestem przecież z cukru
chociaż’m słodki
robię żagiel z białej flagi
płynę dalej nagi
jaźni środkiem

święto pracy

chleb moczony w wodzie
o słońca wschodzie
chrzęst myśli pod zębami czasu
zużyta maszyna – coraz więcej hałasu

jesteśmy niewymienni
podparci kijami myśli
albo ich braku

w ignorancji niezmienni
bośmy przyszli
bez strachu

co mi jeszcze trzeba
oprócz tego chleba
zbyt twardego nieco
nim się kruki zlecą?

może krótkiej chwili
w ciszy
tej jednej kropli…