zjadanie zwierząt

jestem przejęta
że zjadam zwierzęta
choć zwykle dziewczęta
tak grzeczne są

ogryzam im nogi
i skrzydła i rogi
zawijam w pierogi
i tamtą i tą

nie umiem inaczej
prędzej umrę raczej
coś w głowie mi kracze
nic to!

nie obchodzą mnie trupy
i warzywne zupy
jestem częścią grupy
to nie jest zło!

a kiedyś się obudzę
w jamie ustnej cudzej
jako shoarma
cóż taka moja karma


sie je je

siałem ziarno
na ziemi było aż czarno
jedni się śmiali i je deptali
inni chcieli
pozostali milczeli

gdy mi przeszło
ziarno wzeszło

i co teraz?
pozwolić by się zmarnowało?
przecież owoców tak mało…

tak to bywa nieraz
spełniają się marzenia
od niechcenia
czasem da się
po niewczasie


ry my

słuchanie i gadanie
dwie strony tej samej monety

jedno i drugie są w stanie
mężczyźni i kobiety

jesteś dobry w tym
próbuj i tamto
poczujesz między nimi rym
i powiesz mam-TO



u niesienia

Cóż jest warte życie bez uniesień,
Bez tych szaleństw, którym ludzie chłodni
Dają miano występku i zbrodni?
Takie życie, to jak słotna jesień:

Niema słońca, co świeci i grzeje,
Niema kwiatu, co szerzy swe wonie,
Tylko wicher po pustym zagonie
Z przeraźliwą monotonią wieje.

Za to wiośnie podobne jest życie,
Gdy kochaniem wzbiera i cierpieniem,
Gdy się zrywa ku gwiazdom w błękicie:

Blaski, ciepło i zapachy świeże
Tego życia bogatem są mieniem —
To wszystko, co swe źródło z bożych natchnień bierze

~ Jan Kasprowicz

Rys. El

Dom Ty

Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka
na drzwiach wisi tylko zawieszka
w innym języku

Niech cię nie zmylą w oknach cienie
w kominku płomienie
znaków bez liku
że ktoś tu jest
to złudzenie

Imprez tak wiele
rozmów po cichu
jak to możliwe bez gospodarza?

Cóż, wróć do domu
i popatrz w lustro
fatamorgana ciągle się zdarza



Miejsca

Nie potrafię długo zagrzać miejsca
wychładzam się
emanując energią
która tylko powiększa entropię

Sam sobie grób kopię
wierząc w niemożliwe

Znika duch
ciało wydaje coraz słabszy chuch
aż w końcu i one
niczym cień
w dolinie mgieł

Czy ktoś zauważy brak?
Ja nie
bo niby jak?

kufajka

Byłem dumny ze starej kapoty
którą dostałem gdy komuś się kończyły
a mi zaczynały kłopoty

uśmiech wywoływała
zdziwienie
wspomnienie

przytulała i grzała
do czasu
gdy wzrok na dziury padł
w jednej chwili poczułem się jak dziad

bez sentymentu
pożegnałem się z legendą
trening nieprzywiązywania
to codzienne rozstania

Gra w życie

życie to gra
w prawda – fałsz
gdzie występują tylko stany pośrednie
od oświecenia po brednie

co dzień
te same rzucamy kości
każdemu wychodzi tęcza
w innych odcieniach szarości

misz-masz
groch z kapustą
a w środku niezmiennie pusto

równie dobrze mogę przestać grać
dziś lub jutro
nigdy nie jest za długo
nigdy nie jest za krótko

kensho

Kilka razy dziennie
w moim małym świecie
przeżywam nieodmiennie
kensho w toalecie

drżę i ryczę Muuu!!!
brakuje mi tchu!!!
nie mam na to słów!!!
powtarzam znów i znów!!!

i w tej chwili
prosto z brzucha
śmieję od ucha do ucha
rozluźniony
(wy)pogodzony
wdzięczny za te liczne
czynności fizjologiczne
😀