kraj-obraz

kraj-obraz
obraz kraju
w którym ludzie narzekają
raz po raz

chociaż nie chcę
mnie dopada
ego łechce
dobrze gada
w środku nas

a potem kac
płaskim jak plac
brudny
choć sam moment taki cudny
nie chcę was!

bez obrazy
robiłem to wiele razy
lecz po dłuższym poście
męczą mnie tacy goście
mówię pass…

pisma

napisano bowiem
słowo po słowie
jak krowie na rowie
a jednak każdy ma swoje racje
interpretacje

wolę więc rozmawiać
pytania stawiać
głosem
zamiast liter ciosem

i tak zapomnę szczegóły
choć tak jestem czuły
zostanie jedynie wrażenie
ulotne jak dawne wspomnienie

dzień

Mógł to być ostatni dzień mojego życia
ale nie był
żem przeżył

Niedoceniona niespodzianka
losu podarunek
spontaniczny pocałunek

Wdycham ten smak do końca
aż któregoś dnia nie wiedząc o tym
mrugniesz do mnie
ostatni raz

Kos mi ta

z głową w bańce
obserwuję tańce
układów słonecznych
i tych bardziej mrocznych

ulegam grawitacji
wschodzę i zachodzę
jak kometa w drodze
ciągnę ogon atrakcji

macham ręką z oddali
poruszam ustami bezgłośnie
do tych co się bali
albo krążyli radośnie

teorie względności
kończą się w nicości
zagram na strunach przestrzeni
nim znikniemy zdziwieni


zjadanie zwierząt

jestem przejęta
że zjadam zwierzęta
choć zwykle dziewczęta
tak grzeczne są

ogryzam im nogi
i skrzydła i rogi
zawijam w pierogi
i tamtą i tą

nie umiem inaczej
prędzej umrę raczej
coś w głowie mi kracze
nic to!

nie obchodzą mnie trupy
i warzywne zupy
jestem częścią grupy
to nie jest zło!

a kiedyś się obudzę
w jamie ustnej cudzej
jako shoarma
cóż taka moja karma


sie je je

siałem ziarno
na ziemi było aż czarno
jedni się śmiali i je deptali
inni chcieli
pozostali milczeli

gdy mi przeszło
ziarno wzeszło

i co teraz?
pozwolić by się zmarnowało?
przecież owoców tak mało…

tak to bywa nieraz
spełniają się marzenia
od niechcenia
czasem da się
po niewczasie


ry my

słuchanie i gadanie
dwie strony tej samej monety

jedno i drugie są w stanie
mężczyźni i kobiety

jesteś dobry w tym
próbuj i tamto
poczujesz między nimi rym
i powiesz mam-TO



u niesienia

Cóż jest warte życie bez uniesień,
Bez tych szaleństw, którym ludzie chłodni
Dają miano występku i zbrodni?
Takie życie, to jak słotna jesień:

Niema słońca, co świeci i grzeje,
Niema kwiatu, co szerzy swe wonie,
Tylko wicher po pustym zagonie
Z przeraźliwą monotonią wieje.

Za to wiośnie podobne jest życie,
Gdy kochaniem wzbiera i cierpieniem,
Gdy się zrywa ku gwiazdom w błękicie:

Blaski, ciepło i zapachy świeże
Tego życia bogatem są mieniem —
To wszystko, co swe źródło z bożych natchnień bierze

~ Jan Kasprowicz

Rys. El

Dom Ty

Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka
na drzwiach wisi tylko zawieszka
w innym języku

Niech cię nie zmylą w oknach cienie
w kominku płomienie
znaków bez liku
że ktoś tu jest
to złudzenie

Imprez tak wiele
rozmów po cichu
jak to możliwe bez gospodarza?

Cóż, wróć do domu
i popatrz w lustro
fatamorgana ciągle się zdarza