<3

Prawdziwość naturalnym pięknem
Wstrzymuje czas
Całością i szczegółem
W nas

Zwykłość staje się cudem
Właśnie teraz
Niezwykłość bycia sobą
Otwiera

(os)TRE

Nie zdaję sobie sprawy ile jeszcze
w środku energii ukrytych
Nie uwolnią ich zewnętrzne deszcze
mimo okien do czysta umytych

TREści zaszyte
TREpy ubłocone
TREndy niezakańczane
TREsery niewyżyte
TREmy zaognione
TREny niewyśpiewane

wylatują jak popcorn na zbyt gorącej patelni
strzelają iskrami
walą piorunami
nieważne jak na co dzień jesteśmy dzielni
patrzymy na siebie
nie poznajemy się sami

Gdy już po burzy chmury odpływają
Choć wokół mokro wszędzie
od liści łez zerwanych
promienie słońca ciało rozgrzewają
już wiem, inaczej BĘDZIE
mam TO w sercu zapisane

Go West

Goniąc zachodzące słońce
O długie cienie się potykam
Im bardziej pędzę, tym szybciej
znika

Gdzieś tam w Ameryce
Też zachodzi słońce
Po co wciąż tak pędzę na horyzontu
końce

Mógłbym tam pewnie mieszkać
I kusi mnie myśl ta
Sprowadziłbym rodzinę ukochanego
psa

Słońce już dawno śpi
I Księżyc za chmurami
Coś pusto na tej drodze jesteśmy
sami

Tuż przed świtem
Gdy śladu zorzy nie ma
Wydaje się że nowy dzień to marketingowa
ściema

(uuu)uf(fff)ać sobie

Uczę się ufać sobie
… w praktyce

Być spokojnym gdy
… horyzontu nie widzę
… nie wiem co za nim
Zanim się zganię
… dam sobie czas
… poczuję choć raz
Bliżej siebie być mogę
… nie wchodząc sobie w drogę
… z daleka, z bliska, znowu z daleka
Kto naprawdę żyje, nie czeka
… bo nie ma na co
… chwile z chwili na chwilę się tracą

Uczę się ufać sobie
… w tej chwili

na zielonej mili

za-ba-Wy

Grzebiemy badamy
Robaków szukamy

A duzi to widzą
Robaków się brzydzą
Z rękami czystemi
Z daleka od ziemi

Badamy grzebiemy
Się przy tym śmiejemy

To wnerwia tych ludzi
Niepokój w nich budzi
Że proste czynności
Przynoszą radości

To może się zmienić
Bo przecież na ziemi
Robaki i ludzie
W tym samym są cudzie

Może lecz nie musi
Nie warto tu dusić
Spróbują posmakują
Zrozumieją gdy poczują…
…albo i nie 😉

WRACAĆ DO DOMU, SZKODNIKI JEDNE!
WYSZOROWAĆ RĘCĘ, KĄPAĆ SIĘ I DO SPANIA!
TAKIE DUŻE A CIĄGLE W PIASKOWNICY!!!

Jest chemia

Jesteś (nie)zadowolony?
Wymieniaj elektrony, przyjmuj, wypuszczaj fotony
To w ruchu jest życie, o świcie

A może chcesz być doskonały?
Na orbicie komplet cały, starania nic nie dały
Poruszasz się wciąż tym samym torem, wieczorem

Masz dość idealizowania?
Twórz z innymi wiązania, otwarty do brania, gotowy do dawania
To płynie cudnie, w południe

Miej to
Nim atomy rozsypią się w kosmosu strony
Nim w nicości będziesz częścią całości
I ktoś poczuje się z Tobą zjednoczony
Lecz bez udziału Twojej świadomości

Nie było tak, jak piszą poeci
Nie widziałem uśmiechu, co w przestworza leci
Nie słyszałem słów „Kochane dzieci…”
Raczej rybkę na brzegu życia, co wypadła z sieci

Ciężka to praca
Gdy się do ziemi wraca

Inny rodzaj samości
Każdy w swojej bezsilności
Ani złości
Ani radości
Dużo miłości

Więc to już…
Lecz ciągle jesteś tuż, tuż
Mój osobisty Anioł Stróż

Nie każdy będzie tak samo
Dziękuję za ostatnią lekcję
Żegnaj, czy do zobaczenia Mamo?

Paris Paris

Błądząc po dachach w moim Paryżu
Znalazłem tropy Franciszka z Asyżu
Niewiarygodne, jak święty taki
W miejscach tak zwykłych zostawiał znaki

Z głową w Paryżu w nicość się nurzę
Kogo ja widzę! Mój Epikurze!
Niesamowite, jak świtem bladym
Wyraźnie czuję tu Twoje ślady

Paryż rozluźnił mózg mój i ciało
Gdyby ktoś spytał co mi to dało
To nie odpowiem, trochę się śmieję
ciągle się zmieniam, więc nie istnieję

Aaaa

A już mi się wydawało, że mam takie sposoby
że obce mi będą choroby, mikroby
że idealne przede mną doby

A że wszystko wszystkich dotyczy to teoria
że tym razem wyjątkowa jest historia
fantasmagoria

A jest takie jak B i nawet C
raz na orle raz na reszce
czy tego chce czy nie chce

A znowu pełnia życia
okna do umycia
nic do ukrycia

A więc robię dla samego robienia
ze świadomością, że się zmienia
ma, czy nie ma to znaczenia?

(Ty)dzień

A gdyby tak każdy dzień w miesiącu inaczej się nazywał?
I mielibyśmy cztery miesiące w toku na cztery pory roku?

Każda nie-dziela nie dzieliłaby tygodnia, bo byłaby jedyna, niepodobna
Dalej po-nie-działek, tak rzadki, nie byłby tematem ironicznej gadki
No i w-to-rek nie trwałby nijaki, będąc w punkt trafiony, właśnie taki
Śro-da, gdyby nie w środku mijała, tygodnia by nie zabijała
I cz-wartek byłby tak warty, jak pierwszy, a nie czwarty
Piątek, piątuniem mógłby się nadal tytułować, by do reszty wyjątków pasować
A sobota weekendowa, byłaby jednocześnie w każdy dzień od nowa

Cała reszta dni nie dojrzałych do nazwania, byłaby okazją do ich ciągłego świętowania..

Oficjalnie pewnie tak nie będzie, ale u mnie i u Ciebie może działać… wszędzie…

Równowaga

Wyciągam się do przodu, więc robię krok do tyłu
Coś mnie w środku błaga
Przede wszystkim równowaga

Bo co się stanie gdy się przewrócę
Dystans (do ziemi) skrócę
Czy ktoś poda mi rękę, podniesie
Czy będzie stał z uwagą
Nad mą poziomą równowagą

A może stracę równowagę
Biorąc za rękę odwagę
I przekształcę
Pewność w brzuchu
Na równowagę w ruchu?

(nie) szukałem i…

znalazłem
mam wypieki na twarzy
znalazłem
w palce mnie parzy
znalazłem
i co teraz z tym zrobić mam?

oświetlam
świat w mroku
oświetlam
wszystko wokół
oświetlam
skąd tyle ciemnych okularów?

dlaczego
kolego
dlaczego
nie chcesz tego
dlaczego
boisz się?

zostaję
w tym niebie
zostaję
dla siebie
zostaję
jak długo tu wysiedzę sam?

wychodzę
bez pośpiechu
wychodzę
na uśmiechu
wychodzę
całe życie będę w drodze?

donikąd
nie zmierzam
donikąd
nie docieram
donikąd
najlepszy z możliwych światów (?)

okno

okno
ok – no
tak – nie
chcę – nie chcę
wchodzę – wychodzę
patrzę i zamykam oczy
trwam i znikam
jestem jakaś dzika

umyję okno
wytrę do czysta
będę jak szyba
przezroczysta
zostanie tylko rama
ja sama

patrzę przez okno
nie widzę
gdzie się kończy i zaczyna
nie-doskonała mieszanina

otworzę okno
znika
bezpieczna przystań
granica nieuchwytna
rozpłynięta
na parapecie
jeden ruch
i
lecę