KarTy

Codziennie rano gdy świadomość mówi start
Zaczynam budować swój domek z kart
dziewiątka dziesiątka jop
i nie ma sygnału stop

Z zapałem układam karta na kartę
Nawet gdy wiem że są mało warte
dziesiątka jop dama
zostaję z tym sama

Drgnięcie co ode mnie nie zależy
I konstrukcja rozsypana leży
jop dama król
akceptuję ten ból

Co wieczór zbieram karty i tasuję
Układam na kupkę i czuję co czuję
dama król as
na dziś mówię pass

A w nocy gdy świadomość umiera
Widzę przed sobą tylko jokera
sięgam nieba
nic mi nie trzeba

(w)oda

Prawie pięćset tysięcy litrów
Rozpuszczalnika mych smutków
Eliksiru radości
Remedium dla skutków
Atmosfery błogości
Wylęgarni pomysłów
Swobody (nie)myślenia
Katalizatora zmysłów
Czasu zawieszenia
Stanu nieważkości
Codzienności

Miliony kropel
Znika świadomości sopel
Taniec kolorowy
Wychodzę nowy

 

nie(ch) idzie

Nie idzie mi pisanie*
Nie idzie mi czytanie
Nie idzie mi wstawanie

Czynności
pełne radości
dziś obgryzione ości

Się zmienia
A przyzwyczajenia
Zmuszają do lubienia

Ach!
Kolejny balon pach!
Uderzam głową w piach**

Zostaję
Nie wstaję
Jest dobrze tak jak jest nawet bez ry(t)mu

 

Legenda:
* pisanie mądrych artykułów, bo wiersze tworzą się same 🙂
** i całe szczęście że nie w beton 😉

21 lat

nie ma mnie
fatamorgana
choć tu siedzę od rana
możesz przejść przez mnie na wylot

głupio mi
myślałem że jestem
tyle lat pustym gestem
czemu wszyscy mówią innym językiem?

co teraz?
wszystko jedno czy wyjdę
nikt nie zauważy jak przyjdę
i tak nie potrafię się zdecydować

w bezruchu
siedzę i piszę słowa
puste jak moja głowa
………………………………………………..

mam!
oddycham!
lekko, z cicha…
rozsypanym szkłem

(w)odA

Płynie
Ma różne odcienie
Omija kamienie
Gasi pragnienie
Pozycję swobodną przyjmuje
Się dopasuje
W płomieniach paruje
Twardym lodem uderza
Wylewa powodzią
Drąży pomału nowe koryta
O drogę nie pyta
Wie że do wszechoceanu zmierza…

O! Tama!
Witamy Adama 😀

Pach!
I na co był ten strach?

pieski i kotki

Niedaleko pada jabłko od jabłoni
Ani to dobrze ani źle
Zanim zważysz je w dłoni
Zauważ jak kocie oczy śledzą Cię

Ważne jest co mówisz
Ważne jest co robisz
Działanie i powstrzymanie
Dotyk i spojrzenie

Zawsze
Widzą rozdwojenie
Kochają naturalnie
Czują jak Ty wtedy

Jednocześnie podobne i inne
Niczego niewinne
Wejdź znów w skórę kota
Na złość przejdzie Ci ochota

Lustro

Duże czyste dokładne lustro
Mój świat po drugiej stronie
Gdy spoglądam nie jest pusto
Do dłoni przykładam dłonie

Z miłością patrzę w oczy
Cieszę się uśmiechem
Obraz się rozmazuje
Zaparowany oddechem

W garniturze i bez niego
Czy się dobrze czy źle czuję
Taki jestem jak tam jestem
Zasługuję
Akceptuję

Tylko błękit wciąga nas

Błękitna królowa w błękitnym domu wiodła błękitne życie
Zmęczona błękitem plaży i morza o niebie marzyła skrycie
Błękit obłoków i błękit słońca wypełniał serce stęsknione
Błękitne myśli chłodziły czoło jak deszcz w południe wyśniony

I aż się prosi o ciąg dalszy bajki, historię długą i ckliwą
Nie będzie tego, bo ta królewna ma dzisiaj brodę już siwą
Cieszy się, wkurza, żyje normalnie
Bo te błękitne kolory
To nic innego
Jak nasze własne
Zwykłe
Codzienne
WYBORY

Balony

Nadymam się
Unoszę
Głowę podnoszę
Kontakt z bazą tracę

Chociaż kolorowe
I coraz to nowe
Prędzej czy później pękną z hukiem
Im większe
Tym głośniejszym

Więc wbijam sobie szpile
Co chwilę
Powtarzaniem nie jestem zmęczony:
NIE NADYMAĆ SIĘ PRZEKŁUWAĆ BALONY!

Czasy

Byłem
przy narodzinach dziecka
przy śmierci rodzica

Jestem
w środku życia
świadomości niecka
ciągle teraz

Będę
jeszcze nie raz
gdzieś na wyciągnięcie oddechu
echem pamięci
chłodnym dotykiem
w drżeniu powieki
bardzo blisko
na wieki

Toskania

Ciepło w sercu naszej Toskanii
Rozpuszcza zegary
Dojrzewają gesty i słowa
Jak obłoczki pary

(nie)Obecność przynosi nowe
Z wzajemnością
Wznosi nad nieba ciemnością
Kule pomarańczowe

Bez względu na to jak wiele
Dzieje się wokoło w świecie
Takie miejsca bez zmiany
Trwają tysiąclecie

Zatrzymaj się w swej Pielgrzymce
Zanim dojdziesz
Gdy odejdziesz
W tej sekundzie gdy zrozumiesz
Że kolejnej nie będzie