płucobalon

…nie mógł się naoddychać. Nabierał powietrza z taką zachłannością, jakby dopiero się urodził. Najpierw brzuch wypychany przez przeponę nadymał się, a potem rozszerzała się klatka piersiowa – wszystko do granic możliwości. Powietrze smakowało jak wykwintna potrawa, którą mimo zaspokojenia głodu ciągle chce się jeść. Nie było mu jednak niedobrze, jak się dzieje w przypadku obżarstwa, no, może lekko kręciło się w głowie – to było nawet przyjemne, kolejny powód aby oddychać jeszcze, jeszcze…

Nie zauważył tego momentu, gdy stopy oderwały się od ziemi. Zwrócił na to uwagę dopiero gdy zdziwiony zobaczył dachy budynków. Nie było to jakieś niezwykłe uczucie latać – czuł po prostu niesamowitą lekkość, w sumie taką samą jak oddychając siedział w pokoju na niebieskiej kanapie. I nie bał się, że spadnie. Z uśmiechniętą ciekawością obserwował oddalającą się ziemię i wznosił się coraz wyżej i wyżej jak balon, z każdym kolejnym napełnieniem płuc.

Pstryk! Znowu siedzi na kanapie. A jednocześnie… widzi ten sam obraz co na górze, w powietrzu… dystans, przestrzeń, lekkość, spokój, ciszę…

Jeszcze jeden oddech

Ostatni

… i znowu pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.